Tinos – cykladzka perełka
W tym roku nasze wakacje w Grecji zaczęliśmy od trzydniowej wycieczki na Tinos. Dlaczego Tinos? Szukaliśmy wyspy z łatwym połączeniem promowym później na Paros. Tylko, że… Mati zapomniał mi powiedzieć, że to jedna z wysp, na której mocno wieje. Zaczynaliśmy z Rafiny i wtedy było jeszcze spokojnie. Jednak gdy dopływaliśmy statkiem było 5 albo 6 w skali Boforta! Bujało tak, że strach był w ogóle wstać z krzesła… Przez ten wiatr opóźniło się też wpłynięcie do portu, na tych falach czekaliśmy z dobre pół godziny, a ja błagałam o ląd. Dobrze, że mój syn i mąż to wilki morskie i na nich nie robiło to wrażenia.

Nasz apartament mieścił się niedaleko stolicy wyspy. Był to dawny gołębnik przerobiony na pokój. Co prawda niezbyt duży i piętrowy z bardzo niebezpiecznymi schodami dla trzylatka, ale obyło się bez żadnych przygód. Obok pokoików były kozy i konie, więc codziennie rano Leonidas chodził się z nimi przywitać. Mogę polecić ten apartamencik, jeśli macie samochód. Bez samochodu ciężko byłoby mimo wszystko gdziekolwiek się poruszać. Tu daję link do booking.
Przez pierwsze dni na wyspie wiało bardzo mocno. Były tak duże fale, że nawet ciężko było wejść do wody. Przez to na plażę jeździliśmy blisko naszego hoteliku. Plaża nazywa się Agios Fokas i jest znana z innego odcienia piasku, bardziej zielonego. Znajduje się tu kilka barów i restauracji, aczkolwiek jeśli chcecie usiąść w drzewku pod cieniem to też nie będzie żadnego problemu, bo jest ich sporo. Pierwszego dnia zjedliśmy owoce morza w restauracji „San to alati”. Wszystko było przepyszne, ale cena 90 euro była dla nas trochę wygórowana…

Plaża Agios Fokas
Wracając do samej Tinos. To trzecia największa wyspa na Cykladach zaraz po Naksos i Andros. Liczy około 9 tysięcy mieszkańców i jest głównie znana z kościoła Panagia tis Tinou, do którego modlący się pokonują drogę po kolanach. Więcej o tym kościele napiszę wam niżej. Mam wrażenie, że ta wyspa nie jest tak atrakcyjna turystycznie dla obcokrajowców, za to dla Greków bardzo. Co mnie trochę dziwi, bo w moim odczuciu jest dużo droższa niż Paros.
Tinos ma oczywiście swoje korzenie w mitologii. Według starożytnych to właśnie na tej wyspie mieszkał bóg wiatru Aeolus. Biorąc pod uwagę fakt, jak bardzo tam wiało, myślę, że może być w tym dużo prawdy…
Wracając jednak do wyspy. To, na co zwróciliśmy z Matim uwagę to fakt, że jest bardzo górzysta. Drogi nie są najlepszej jakości a przez to, że jest górzyście przejazd z jednego miejsca na drugie zajmuje sporo czasu. Wiadomo, z dzieckiem nie da się zwiedzić wszystkiego co byśmy chcieli. Dlatego ograniczyliśmy się do kilku wiosek. Na plażach byliśmy dwóch, tej o której wspominałam wyżej oraz na plaży Kolimbithra. Udaliśmy się w dzień, w którym nie wiało, bo ponoć wtedy jest najładniej. Jednak gdy dotarliśmy na plażę i zobaczyliśmy śmieci, które wyrzuciło morze na brzeg… wróciliśmy na znaną już Agios Fokas. W związku z tym nie mogę wam polecić wielu plaż, za to mogę poopowiadać trochę o wioskach, które udało nam się zwiedzić.

Plaża Kolimbithra
Jak chyba wszystkie wioski na Cykladach tak i tu było po prostu bajkowo. Zwiedzanie zaczęliśmy od dwóch miejscowości obok siebie Duo Xoria i Traindaraki. Obie to górskie wioski bardzo malowniczo położone. Kiedyś myślałam, że Lefkes to mała wioska, ale w tych oprócz małych kawiarenek nie było nic! Żadnego sklepu ani piekarni… Przy tym to Lefkes to metropolia :D. W Traindaros znajdują się też dawne pralnie, które zostały przerobione na kościółek. Z kolei w miejscowości Duo Xoria dotarliśmy do placu, na którym znajdował się wielki platan a wokół niego kilka restauracji i kawiarenek. Tak naprawdę prawie wszędzie po drodze można było zobaczyć słynne Peristeriones – gołębniki, niektóre już zapomniane, w kiepskiej kondycji, inne nadal działające.






Wieczorem pojechaliśmy do jednej z większych i bardziej malowniczych miejscowości – wioski Pyrgos. Na wejściu znajduje się przystanek autobusowy wykonany z marmuru oraz muzeum poświęcone pracy rzeźbiarzy z Tinos. Pyrgos zachwyca małymi uliczkami, kościółkami wbudowanymi pomiędzy domy, ogólną architekturą. Droga jak zawsze prowadzi na plac, na którym znajduje się kilka restauracji i kawiarenek. Na końcu wioski znajduje się duże muzeum marmuru i sztuki, niestety wieczorem było zamknięte, więc go nie odwiedziliśmy.



Najbardziej ze wszystkich wiosek na Tinos podobały mi się dwie miejscowości Kardiani i Volaks. Ta pierwsza, położona na skale robiła wrażenie i przypominała trochę Santorini. Było tu dużo schodów i naprawdę wąsko.



Warto zatrzymać się nad drugą wioseczką – Volaks. Zamieszkuje ją nie więcej niż 70 osób. Jest chyba najbardziej znaną wioską ze względu na ogromne głazy rozsiane wokół wioski. Podczas spaceru przejdziecie obok galerii sztuki, dawnej piekarni, sklepu z pamiątkami, małego muzeum oraz kilku tawern. To co jeszcze wyróżnia tą wioskę to fakt, że ktoś na ścianach opuszczonych budynków zapisuje grecką poezję. Wszystko razem idealnie się komponuje.
Wracając jednak do głazów… Nie znamy ich pochodzenia, ale jak to w Grecji na wszystko mamy odpowiedź w mitologii. Przecież to tytani rzucali tymi głazami w walce! Jeśli chodzi o naukowe wytłumaczenie tego zjawiska, jest kilka teorii. Niektórzy wspominają o wybuchu wulkanu, inni wspominają o meteorycie. Niektórzy wspominają, że to efekt rozpadania się skał przed wieloma laty. Jakkolwiek by nie było, przyroda albo giganci zostawili nam dziś coś, co możemy podziwiać!






